28. 6. 2010, 15:07
OPOLE (Opolskie, i-region.eu) Miała być rutynowa kontrola autokaru i kierowców, a skończyło się na kilkugodzinnym oczekiwaniu przez dzieci i rodziców na wyjazd. Bo najpierw był autokar, a nie było policji. Później była policja, a nie było autokaru. Wyjazd dzieci z Opolszczyzny na turnus rehabilitacyjny z KRUS opóźnił się o ponad trzy godziny. Winnych oczywiście nie ma.

Dzieci miały odpocząć, nabrać sił. Nikt na wyjazd nie chciał się spóźnić, dlatego każdy był tu przed czasem. Kierowcy autokaru też, ale im zadziwiająco szybko skończyła się cierpliwość.
„W momencie, gdy usłyszeli, że będzie policja, bardzo się zdenerwowali. I po półgodzinie czekania kazali wysiąść dzieciom z autokaru i wypakować walizki,” relacjonuje Dagmara Kaczmarek-Kołodziej z KRUS w Opolu.
I odjechali. Gdy parking był pusty nadjechała policja, ale kontrolować nie miała już czego. Ku zdumieniu wszystkich po trzech godzinach pojawił się ten sam autobus i ci sami kierowcy. A dyrektor firmy przewozowej tłumaczył, że czekanie półtorej godziny na patrol to zdecydowanie za długo, a autokar drugi raz podstawił tylko dlatego, że… usłyszał słowo „przepraszam”. Pytanie tylko za co KRUS miał przepraszać, bo do kontroli autokaru przed wyjazdem prawo ma każdy organizator wycieczki. Chodzi przecież o bezpieczeństwo. Pytanie kto przeprosi rodziców i dzieci.
Ostatecznie autokar i kierowcy kontrolę przeszli pomyślnie. W końcu dzieci po trzech godzinach oczekiwania mogły wyjechać do Horyńca Zdroju. Pytanie, ile by czekały gdyby nie interwencja mediów. Teraz rodziców czekają trzy tygodnie pełnych niepokoju, bo taki początek turnusu ich pociech nie pozwoli im spać spokojnie.
Źródło: TVP Opole (Dominika Sala-Wójcik, red.PK)