30. 5. 2010, 17:18
UJAZD (Opolskie, i-region.eu) Przy takim autostopowiczu kolano samo się ugina. Ks. Werner Szyguła od blisko 50 lat podróżuje „okazją”. Dzięki temu nawrócił już kilka duszyczek a i parafia parę groszy oszczędziła.

Koloratka, sutanna i wyciśnięty kciuk. Tak od pół wieku podróżuje ksiądz Werner Szyguła, proboszcz parafii w Ujeździe. Zmieniały się samochody, ale nie sposób podróżowania. A zaczęło się niewinnie. W 1962 roku telefon od przełożonego, 4 godziny na dotarcie z Bytomia na Górę świętej Anny. Wyjścia nie było - pozostał tylko autostop.
Każda podróż jest inna. Tysiące kilometrów, setki przygód. Rozmowy od zabawnych i miłych po trudne: o życiu śmierci i wierze. Ksiądz w podróży spowiadał, modlił się, nauczał, załatwiał sprawy parafialne.
Zamiłowanie proboszcza do podróży śledzi od początku kościelny. Początki były trudne, ale teraz to kierowcy biją się o to, by księdza podwieźć.
W blisko pięćdziesięcioletniej historii podróży „okazją” proboszcz z Ujazdu przejechał tysiące kilometrów po Polsce i Europie. Jechał na pace ciężarówki, ze zwierzętami, traktorem, tirami jak i limuzynami. Koloratka w wielu przypadkach pomagała, chociaż nie stosuje jej jako wabika. Młodzi księża patrzą na to zaangażowanie pełni podziwu. Jak mówią - mają od kogo się uczyć.
Dla proboszcza „okazja” do sposób na podróż. A dla kierowców to okazja do rozmowy o wierze.
Źródło: TVP Opole (Mariusz Studzienny, red. M.D)