26. 7. 2010, 13:48
POLSKA NOWA WIEŚ (Opolskie, i-region.eu) Tyle samolotów niebo nad Polską Nową Wsią dawno nie widziało. W niedzielę podniebie akrobacje prezentowało tam kilkanaście maszyn. O dziwo wszystkie zmieściły się na jednym pasie startowym. Na piknik modelarski zleciały unikatowe w skali Opolszczyzny, a nawet kraju modele samolotów.

Żeby modelem śmigłowca wykonywać w powietrzu skomplikowane akrobacje trzeba albo być geniuszem, albo uczyć się sterowania latami. W porównaniu z samolotem, utrzymanie helikoptera w powietrzu to już wyższa szkoła latania.
„Śmigłowiec to już jest po prostu bardziej skomplikowana technika latania, bo model lata do góry nogami, może się zatrzymać w miejscu i robić różne akrobacje „3D”,” mówi Sławomir Kostosz, modelarz z Chorzowa, a zarazem pilot modelu śmigłowca.
Jak na przykład tak zwane plecki. Model obraca się wtedy śmigłem w dół. Prawdziwy śmigłowiec tego nie potrafi. To małe cacko napędzane jest elektrycznym silnikiem. Na niebie może utrzymać się 10 minut, ale tylko podczas spokojnego lotu. Jednak na Piknik Modelarski do Polskiej Nowej wsi przywieziono nie tylko śmigłowce.
Przykładowo największy na Opolszczyźnie model samolotu.
„Ma 3,5 metra rozpiętości skrzydeł, silnik 4 cylindrowy o pojemności 212 cm,” wylicza Arkadiusz Podchorodecki, organizator Pikniku Modelarskiego.
Do baku modelu leje się taką samą benzynę jak do samochodu. Te modele to w większości dzieła swoich właścicieli. Na ich budowę trzeba poświęcić tygodnie. Pan Robert od miesiąca jest właścicielem bardzo rzadko spotykanej maszyny. W tym niedużym kadłubie mieści się silnik odrzutowy.
„Turbina osiąga 120 tys. obrotów na minutę. Zaś paliwo jest lotnicze, takie jakie się stosuje normalnie w dużych silnikach,” zaznacza Robert Bączkiewicz, modelarz ze Zdzieszowic.
Na swój debiut na niebie odrzutowiec Pana Roberta jeszcze poczeka. Żeby wszystko poszło zgodnie z planem właściciel musi najpierw dobrze poznać nową maszynę.
Niektóre z tych modeli potrafią sunąć w powietrzu prędkością nawet 150 kilometrów na godzinę. Każdy ruch na urządzeniu sterującym to natychmiastowa reakcja maszyny. Aby każdy lot kończył się szczęśliwym lądowaniem potrzeba dużej precyzji.
„Było tych kraks co nie miara. Człowiek wtedy się trochę załamuje, bo taki model buduje się dosyć długo, a przy takim uderzeniu przeważnie zniszczenia są totalne,” mówi Marcin Chlewicki, modelarz z Nysy.
Modelarzy sterujących samolotami bez wątpienia można nazwać pilotami. Ich także, zanim złapią za stery, czekają godziny pracy przed symulatorem lotu. Pytani o koszty podniebnych przyjemności modelarze o pieniądzach wolą nie rozmawiać.
Źródło: TVP Opole (Paweł Pyclik, red.PK)