20. 7. 2010, 10:32
NOŠOVICE (Morawsko-śląskie, ČTK, i-region.eu) W zakładach samochodowych Hyundai ponownie rozwiązują problem z godzinami nadliczbowymi. Na stronach internetowych związków zawodowych ( a dokładnie forum dyskusyjnym – mro) paru pracowników firmy stwierdziło, że z powodu nadgodzin, podobnie jak na końcu zeszłego roku, może dojść do przerwania produkcji. Związkowcy wczoraj omawiali zaistniałą sytuację z kierownictwem zakładu.
ČTK potwierdził to przewodniczący związków Radek Kuchař. Rzecznik firmy Petr Vaněk powiedział ČTK, że firma nie zarządza, jak to było pod koniec 2009 roku, skomasowanych nadgodzin. Teraz przystąpiła do nich tylko z powodu zaistniałego przestoju w produkcji. Według rzecznika wszystko odbywa się w zgodzie z Kodeksem Pracy. Związkowcy jednak wskazują, że nadgodziny były ostatnio znowu nakazywane dość często. „Dlatego dzisiaj zwołano spotkanie z kierownictwem, aby to wyjaśnić. Kierownictwo nam twierdzi, że może nam je narzucić, a my staramy się o to, aby tego nie było,” powiedział wczoraj ČTK przedstawiciel związkowców Zdeněk Ševčík.
Jak twierdzi szef związkowców pracownicy uskarżają się na zarządzanie nadgodzin pod koniec zmiany. „Sytuacja jest zaogniona. W czasie trwania upałów ludzie byli z tego bardzo niezadowoleni. Pracownicy byli wtedy bardzo zmęczeni, a do tego zarządza się im nadgodziny, tak jest to źle” powiedział Kuchař.
Jeden z pracowników Hyundai napisał na związkowym webie, że sytuacja jest porównywalna z tą z ubiegłego roku. „Systematyczne i zaplanowane nadgodziny, a związki zawodowe znowu milczą. Zobaczymy co chłopaki będą robić, kiedy ludzie zatrzymają taśmę i pójdą do domu. Już się cieszę na myśl o tym zbiorowym wypowiedzeniu pracy, w którym będzie napisane, że odmówiliśmy pracy w tych „nadzwyczajnych nadgodzinach”. Właśnie z powodu godzin nadliczbowych i złych warunków pracy wielka część zatrudnionych w zakładach samochodowych w zeszłym roku w grudniu przerwała pracę. Potem związki zawodowe zarządziły pogotowie strajkowe. Odwołały je aż po negocjacjach z kierownictwem firmy, które obiecało poprawić warunki. Ponadto - po styczniowej kontroli Państwowej Inspekcji Pracy - zakłady za naruszenie Kodeksu Pracy i stwierdzone niedociągnięcia musiały zapłacić 700.000 koron.
Rzecznik zakładów Vaněk, twierdzi, że teraz chodzi o zupełnie inną sytuację. Pod koniec minionego roku nadgodziny zarządzano z powodu zwiększonego popytu. Teraz firma musi nadrobić przerwę w produkcji. „W drugiej połowie minionego tygodnia zabrakło części od poddostawców, dlatego część produkcji stała. Z tego powodu zdecydowano o przedłużeniu pracy o około 2 godzin w poniedziałek, we wtorek i środę. Nadgodziny oczywiście w pełni są płacone, tak jak to jest zagwarantowane w umowach zawartych pod koniec minionego roku. A więc pensja plus dodatek nadgodzinny. Wszystko zgodnie z Kodeksem Pracy,” powiedział wczoraj Vaněk. Jak dodał chodzi o zarządzone po raz pierwszy w takim rozmiarze nadgodziny od grudnia 2009.
„Jakieś nadgodziny były zarządzane, ale zawsze dotyczyło to jednego wydziału. Teraz dotyczy to wielkiej części linii produkcyjnej, na której w minionym tygodniu nie można było produkować,” dodał Vaněk. Podkreślił, że związki nie oponowały.
Przedstawiciele związków twierdzą, że nadgodziny są zarządzane teraz przynajmniej dwa razy w tygodniu „Ponownie chodzi o dwugodzinne przedłużenie czasu pracy od godz. 06:00 do 14:35 się normalnie robi, ale z zarządzonym dwugodzinnym przedłużeniem do 16:45 i bezpłatną dziesięciominutową przerwą,” powiedział Ševčík.
Szef związków Kuchař powiedział, że z tak częstym wydłużaniem pracy nie zgadza się. „Pracodawca ma wprawdzie wg Kodeksu Pracy prawo, by w nadzwyczajnych okolicznościach zarządził w tygodniu maksymalnie osiem godzin ponad normę. Chcemy jednak wyjaśnić, co kryje stwierdzenie o „nadzwyczajnych okolicznościach” i jakimi warunkami się charakteryzują. W tej sprawie musi powstać wewnętrzny przepis,” dodał Kuchař.
Radim Kijonka snm tłum (mro)