19. 7. 2010, 9:20
REGION (Śląsk, i-region.eu) Gorzkie chwile śląskich pszczelarzy. Pasieki puste, a miodu jak na lekarstwo. Szacuje się, że tegoroczne zbiory w porównaniu z rokiem ubiegłym mogą być mniejsze nawet o 50 procent. Powodów jest kilka, ale najważniejszy to kapryśna pogoda - najpierw mroźna zima, potem intensywne opady deszczu.

Mimo problemów pszczelarze wspólnie świętowali Dzień Miodu w Górnośląskim Centrum Etnograficznym w Chorzowie, chociaż jak sami przyznają - tak złego roku jeszcze nie było.
Pszczoły ciężko pracują, ale ciężka praca nie pomoże, bo nektaru nie ma z czego zbierać.
Straty są ogromne. Jak szacuje Henryk Działo z Wilkowic - w tym roku zebrał o 40 proc. mniej miodu niż w roku ubiegłym. To przede wszystkim skutek majowej powodzi.
Pszczelarze są załamani, bo zawsze maj był miesiącem, gdy miodu zbierało się najwięcej. W czerwcu i lipcu sytuacja niewiele się poprawiła.
Średnio na Śląsku pszczelarz uzyskuje z jednego ula od 40 do 45 kilogramów miodu. W tym roku pszczelarze szacują że będzie to nie więcej jak 15 kilogramów.
Zakłady przetwórcze otwierają nowe punkty skupu, jednak do odbiorców trafia najwyżej 20 proc. tego, co w poprzednich latach. Dlatego ceny miodu najprawdopodobniej pójdą w górę.
Teraz za kilogram miodu wielokwiatowego czy rzepakowego trzeba zapłacić od 10 do 12 złotych. Za kilogram akacjowego około 15 złotych. To niemało, ale miód dobrze się sprzedaje.
O tym, że jest zdrowy nikogo nie trzeba przekonywać. Profesor Artur Stojko bez pszczół nie wyobraża sobie życia, bo jak mówi - miód coraz częściej życie będzie nam ratował.
Na razie muszą ratować się sami pszczelarze, którzy liczą że ich troski osłodzą wrześniowe zbiory miodu lipowego.
Źródło: TVP Katowice (Ewa Grudniok)