23. 7. 2010, 9:51
REGION (Małopolskie, i-region.eu) Nie pomagają apele o rozsądek i wyobraźnię. Nad każdym zalewem czy rzeką codziennie dziesiątki osób skaczą do wody na główkę. Dla chwili przyjemności ryzykują całym życiem.

Kolejna ofiara nieudanego skoku do wody - 22-letni Dawid - leży w szpitalu Rydygiera w ciężkim stanie. Skakał na główkę setki razy. Tym razem patrzyli na niego rodzice i narzeczona. I to był jego ostatni skok. Skończył się trwałym uszkodzeniem rdzenia kręgowego.
Dawid odzyskał na chwilę przytomność. Z trudem wyszeptał lekarzom, że chce poprzez telewizje i inne media zaapelować do młodych ludzi, aby nie popełnili takiego błędu jak on.
Jednak nawet tak dramatyczne apele nie przemawiają do wszystkich. Adrenalina, szybkie ochłodzenie ciała - to główne powody, dla których wielu decyduje się na skok. Nie myślą o płyciznach i wystających z dna skałach. I o tym, że przy skoku z dużej wysokości zabić może już gwałtowne uderzenie w taflę wody. W czwartek z Zakrzówka strażacy wyłowili kolejnego topielca.
Skok na główkę może się źle skończyć nie tylko w rzece, czy nad zalewem. Dawid skakał do basenu. Woda była przejrzysta, miała 2 i pół metra głębokości. Chłopak jednak źle ułożył ręce i uderzył głową w dno. Często decyzja o skoku do wody na główkę wynika z braku wiedzy, że zawsze i w każdym miejscu są one ogromnie niebezpieczne.
Źródło: TVP Kraków (ma)