30. 7. 2010, 9:57
KRAKÓW (Małopolskie, i-region.eu) Już po raz szósty w tym roku do ich domów wtargnęła woda. Mieszkańcy Starego Bieżanowa znów sprzątają i pytają dlaczego nic nie zrobiono, by uregulować rzekę Serafę, choć wielokrotnie o to prosili urzędników.

Urzędnicy pomoc obiecali, ale potem nie zrobili nic. Więc mieszkańcy żyją od deszczu do deszczu i z obawą patrzą na kolejne prognozy pogody. Woda przychodzi nagle, zalewa domy i posesje. Na drugi dzień opada, a oni sprzątają i po raz kolejny liczą straty.
Takiej wody w Bieżanowie jak w tym roku nie było jeszcze nigdy. Do Serafy podłączono kanalizację burzową z autostrady i obwodnicy. Dodatkowo teren przy rzece jest zbyt gęsto zabudowany. Mieszkańcy oskarżają urzędników, że nie interesują się ich problemami.
Są rozżaleni, bo wielokrotnie słyszeli zapewnienia o nadchodzącej pomocy. Szczególnie ucierpieli ci, którzy w domach prowadzą jednocześnie mały biznes, z którego się utrzymują. Urzędnicy mówią, że ma być lepiej. W czwartek w programie „Tematy Dnia” dyrektor Małopolskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych zapewnił, że już w sierpniu rozpoczną się prace nad uregulowaniem koryta Serafy. Dodatkowe pieniądze przyjdą też z rządowej dotacji.
W gorszej sytuacji są krakowscy przedsiębiorcy z Płaszowa. Wystarczy większy deszcz i ich firmy są zalewane przez wodę z kanalizacji. Żadne miejskie służby do tej pory nie zainteresowały się ich sytuacją. Przez majową powódź niektóre firmy straciły ponad półtora miliona złotych. Każdy dzień przestoju dla hurtowni to straty liczone w setkach tysięcy złotych. Przedsiębiorcy z Płaszowa i mieszkańcy Starego Bieżanowa czekają na pomoc.
Źródło: TVP Kraków (ma)